Część 2
Powinienem był odejść.
Tak zrobiłby każdy rozsądny człowiek. Wymknęłam się tylnymi drzwiami, zadzwoniłam do brata, zniknęłam, zanim goście zorientowali się, co się stało. Ale gdy stałam tam drżąc w sukni ślubnej, jedna prawda stała się boleśnie oczywista: jeśli zniknę, Ethan przejmie kontrolę nad historią.
Powiedział wszystkim, że spanikowałam, że hormony ciążowe sprawiły, że jestem niestabilna, że go upokorzyłam bez powodu. A ludzie mu wierzyli, bo Ethan zawsze był dobry w jednej rzeczy: sprawianiu, by kłamstwa wydawały się rozsądne.
Więc zamiast uciekać, poprosiłem Emily, żeby wróciła na górę.
W chwili, gdy zobaczyła moją twarz, zamarła.
"Claire, co się stało?"
Zamknęłam drzwi i powiedziałam mu wszystko, słowo w słowo. Gdy skończyłem, jego wyraz twarzy zmienił się z dezorientacji na wściekłość.
"Boże!" wyszeptał. Claire, nie możesz za niego wyjść.
"Nie zrobię tego," powiedziałem, głosem stanowcziejszym niż się czułem. Ale ja zejdę.
Patrzył na mnie przez dwie długie sekundy, po czym skinął głową.
"Powiedz mi, czego potrzebujesz."
To pytanie mnie uratowało.
Dziesięć minut później mój ojciec poszedł na górę. Spodziewałem się, że wybuchnie, że wpadnie w furię i rzuci Ethana na witraż. Ale zamiast tego słuchał w milczeniu, szczęka napięta, a oczy pełne bólu. Gdy skończyłem, ostrożnie wziął moje dłonie, jakby bał się, że się złamię.
"Jesteś pewien, że chcesz to robić publicznie?" zapytał.
"Nie," odpowiedziałem szczerze. Ale potrzebuję świadków.
Skinął głową.
"Wtedy nie będziesz tam sam."
Kiedy koordynator zapukał do drzwi i powiedział, że nadszedł czas, poczułem, jakby wszystko wokół mnie się zmieniło. Skurcze—jeśli w ogóle skurcze—zwolniły na tyle, że mógł chodzić. Emily trzymała mój bukiet. Mój ojciec podał mi ramię.
A gdy drzwi kaplicy się otworzyły, wszyscy goście stali z uśmiechami na twarzach i aparatami podniesionymi, gotowi uchwycić doskonałe wspomnienie.
Przy ołtarzu Ethan wyglądał dokładnie tak, jak tyle razy go sobie wyobrażał: przystojny, nieskazitelny, pewny siebie. Uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył, jakby nic na świecie nie było nie tak.
Ten uśmiech prawie mnie zniszczył.
Ceremonię rozpoczął ceremonia przez prowadzącego ceremonię. Powtarzamy pierwsze wersy, modlitwę, a nawet pierwszy uprzejmy śmiech publiczności. Ethan nawet raz ścisnął moją dłoń, a ja musiałam się powstrzymać, by nie puścić.
Potem przyszły głosy.
Urzędnik najpierw zwrócił się do Ethana.
Odchrząknął, rozłożył papier w kieszeni i zaczął:
"Claire, od chwili, gdy cię poznałem..."
"Przestań."
Mój głos rozbrzmiewał w całej kaplicy.
Sto głów odwróciło się w moją stronę. Ethan mrugnął.
"Co?"
Zabrałem mikrofon od urzędnika, który był oszołomiony. Palce mi drżały, ale nie na tyle, by przestać.
"Nie możesz tu stać i kłamać mi przy wszystkich," powiedziałem.
W pokoju zapadła cisza.
Twarz Ethana zbladła.
"Claire, co robisz?"
Spojrzałem mu prosto w oczy.
"Godzinę temu usłyszałem, jak mówisz do Connora: 'Nigdy nie kochałem Claire. To dziecko niczego nie zmienia. Vanessa jest tym, kogo kocham.'"
Przez kaplicę rozległ się szmer zdumienia.
A potem, z trzeciego rzędu, kobieta wstała tak gwałtownie, że jej krzesło przewróciło się do tyłu.
Vanessa.
ciąg dalszy na następnej stronie