Gdy samolot wylądował, coś we mnie się zmieniło.

Rozumiałem, że empatia to nie dramatyczne poświęcenia czy publiczne akty hojności. Żyje w świadomości — w zauważaniu innych, dokonywaniu drobnych korekt i wybieraniu niestawiania siebie na pierwszym miejscu kosztem innych. Nawet jedno proste, przemyślane działanie — lub decyzja o powstrzymaniu egoizmu — może cicho wpłynąć na więcej istnień, niż zdajemy sobie sprawę.
Ten lot pokazał mi, że najmniejsze wyrazy troski często mają większą siłę niż najgłośniejsze okazy życzliwości.