Odsunęła się bez podejrzeń. "Świetnie. Jest pod prysznicem. Śmiało rozejrzyj się."
Wszedłem powoli, serce waliło mi tak mocno, że bałem się, że to usłyszy. Wszystko wyglądało... mieszkał. Buty przy kanapie, które nie były moje. Druga szczoteczka do zębów w pojemniku. Świeże kwiaty na stole—kwiaty, których Ethan nigdy mi nie kupił.
"Ładne miejsce," powiedziałem, zmuszając się do profesjonalnego tonu.
"Dziękuję," odpowiedziała ciepło. "Przeprowadziliśmy się razem kilka miesięcy temu."
Razem.
Skinąłem głową, udając, że oglądam salon, podczas gdy mój umysł pędził. Gdybym ją teraz skonfrontował, krzyczałaby. Gdybym wywołał Ethana, skłamałby. Musiałem wiedzieć, jak daleko to sięga.
"Więc," zapytałam swobodnie, "jak długo jesteście małżeństwem?"
Zaśmiała się. "Żonaty? Nie, ale jesteśmy zaręczeni. Pierścionek jest zmieniany rozmiar."
The hallway spun.
She led me toward the bedroom, chatting about renovation plans. On the dresser sat a framed photo—Ethan and her at the beach. Dated last summer. That was when he’d told me he was on a work retreat.
The bathroom door opened. Steam poured out.
Ethan’s voice followed. “Babe, did you—”
He stopped when he saw me.
For a split second, his face emptied of color. Then it filled with calculation.
“Oh,” he said quickly. “You’re early.”
The woman turned to him, confused. “Honey? You know the realtor?”
I closed my folder slowly and smiled.