Mieszkałam z mężczyzną przez dwa miesiące i wszystko wydawało się normalne—aż zaprosił mnie na kolację do swojej matki. Po trzydziestu minutach tego posiłku zrozumiałem, że nie mogę zostać ani sekundy dłużej, i wyszedłem z tego domu i tej niepokojącej rodziny
Daniel i ja dość szybko zamieszkaliśmy razem. Oboje mieliśmy ponad trzydzieści lat, byliśmy stabilni i poważnie myśleliśmy o przyszłości, więc nie wydawało się to lekkomyślne. Wyglądał na godnego zaufania: specjalistę IT, cichy, uporządkowany, rzadko wychodził i nie pił. Mieszkaliśmy w jego mieszkaniu i życie wydawało się spokojne.
Mniej niż dwa miesiące później pewnego wieczoru powiedział:
"Lina, czy nie miałabyś nic przeciwko, gdyby moja mama przyszła na kolację? Chcę, żebyście się poznali. Powinienem cię ostrzec — jest bardzo surowa. Pracowała kiedyś w szkole. Ale myślę, że cię polubi."
Zgodziłem się. Kupiłam deser, wybrałam skromną sukienkę i starałam się uspokoić nerwy jak każdy, kto spotyka się z matką partnera po raz pierwszy.
Jego matka, Tamara, przyszła dokładnie o siódmej. Weszła z pewnością siebie, skanując mieszkanie, jakby je oglądała, a nie odwiedzała. Zatrzymała się przy półce, lekko skinęła głową i poszła prosto do kuchni.
Przy stole siedziała wyprostowana, z założonymi rękami, wpatrując się we mnie intensywnie.