Zostałam rozdzielona z młodszą siostrą, a gdy w końcu odwróciłam się, by zobaczyć, co zostawiło mi życie, pozostał tylko stary, skorodowany magazyn, który mój dziadek kiedyś przepisał na moje nazwisko.
W dniu, gdy skończyłem osiemnaście lat, system zdecydował, że skończyłem z ochroną.
Nie było żadnej uroczystości.
Żadnego objęcia.
Tylko plastikowa torba z wszystkim, co miałem... i kopertę manilową, która bardziej przypominała kiepski żart niż przyszłość.
Był marzec, ale w Tolucie marzec wciąż ma swoje siły.
Niebo wyglądało wyblakłe, jak mydło pozostawione zbyt długo w wodzie, a wiatr przemykał przez podarte podeszwy moich trampek z celową okrutnością, jakby dokładnie wiedział, gdzie jestem najsłabszy.
Stałem na popękanych betonowych schodach Domu Dziecka San Gabriel — miejsca, które od dwunastego roku życia zawierało cały mój wszechświat.
Kiedy drzwi zamknęły się za mną, nie zatrzasnęły się.
Nie odbiło się echem.