Leo budował swoją reputację cegieł po cegle w Apex Global Solutions. Ambitny, dopracowany, nieskończenie pewny siebie — był typem człowieka, którego ludzie zauważali, gdy wchodził do pokoju. Koledzy go podziwiali, menedżerowie ufali mu, a plotki już wskazywały, że jest w linii kolejnego dużego awansu. Jednak za dopasowanymi garniturami i wyćwiczonym urokiem Leo krył się prawda, którą wolał ukrywać.
Tą prawdą była jego żona.
Mara była uderzająca w cichy, godny sposób, ale trzy lata wcześniej tragiczny wypadek pozostawił ją sparaliżowaną od pasa w dół. Od tamtej pory używała wózka inwalidzkiego. Nikt w Apex nie wiedział, że Mara była fundamentem sukcesu Leo. Ona zapłaciła za jego MBA. Zainwestowała spadek po zmarłym ojcu — człowieku o znacznym majątku — by zapewnić Leo wejście do firmy. Gdy Leo miał trudności, wierzyła. Gdy wątpił w siebie, niosła go dalej.
Ale w miarę jak jego kariera rosła, coś w nim się zahartowało.
Nadeszła noc Wielkiej Gali Corocznej — noc pełna szampana, aparatów i ogłoszeń, które mogły zmienić karierę. Leo był pewien, że tego wieczoru zostanie mianowany wiceprezydentem.
Gdy poprawiał smoking w ich sypialni, Mara obserwowała z wózka, ostrożnie prostując koło, które wysunęło się z równowagi.
"Leo," powiedziała łagodnie, jej głos był pełen nadziei. "Czy mogę iść z tobą dziś wieczorem? Minęło tyle czasu, odkąd ostatnio wychodziłem. Chcę zobaczyć, jak odbierasz nagrodę. Kupiłam sukienkę — czerwoną. Myślę, że ci się spodoba."
Leo zatrzymał się, patrząc na swoje odbicie w lustrze. W jego oczach nie było ciepła. Tylko irytacja.
"Pójdziesz ze mną?" prychnął. "Mara, to nie jest jakaś zwyczajna kolacja. To gala. Menedżerowie, inwestorzy — ludzie, którzy się liczą. Co dokładnie zamierzasz tam robić?"
"Jestem twoją żoną," odpowiedziała cicho, a emocje przebijały się przez ciebie. "Czy to nie powinno wystarczyć?"
Odwrócił się do niej całkowicie i przykucnął, a jego głos stał się ostry i okrutny.