Wyszła kobieta jadąca na wózku inwalidzkim pokrytym złotem. Miała na sobie piękną czerwoną suknię pełną diamentów. Jej włosy były upięte, twarz świeża i surowa.
Mara.
Kieliszek wina, który trzymał Leo, spadł. Roztrzaskało się na podłodze.
"M-Mara...?" Leo wyszeptał. Zbladla jak papier.
Jego sekretarka Sheila puściła ramię Leo. "To twoja żona?! Mówiłeś, że jesteś rozwiedziony?! To ona jest właścicielką?!"
Mara ciągle biegła na wózku inwalidzkim do środka sceny. Prezes wręczył jej mikrofon z wielkim szacunkiem.
Cała sala balowa zamilkła.
"Dobry wieczór," przywitała się Mara. Jej głos był pełen mocy. "Wielu z was, nie wiem. Bo często ludzie tacy jak ja... są ukryte. Wstydzą się. Nazywa się je 'ciężarami'."
Mara spojrzała prosto na mieszkanie Leo.
"Był tu pracownik, który właśnie mi powiedział... że nie nadaję się na tę imprezę, bo nie mogłem stać. Że jego wizerunek zostanie zniszczony, jeśli będzie miał przy sobie kalekę."
Ludzie szeptali. "Kto to? To najgorsze!"
"Pan Leo Velasco," powiedziała Mara po imieniu. "Proszę, wejdź na scenę."
Leo zadrżały kolana. Wszystkie oczy były zwrócone na niego. Nie miał wyboru. Wspiął się na scenę, mocno spocony.
Gdy się zbliżał, próbował się uśmiechnąć.
"H-hon! Jesteś tutaj! Czy to niespodzianka? Kocham cię!" Leo miał zamiar przytulić Marę i pocałować ją, by ją rozweselić.
PAAAAAAK!
Mocny policzek spadł na twarz Leo. Rozbrzmiewał echem po całej sali balowej.
"Nie dotykaj mnie," powiedziała Mara chłodno.
"Mara..." Leo przytrzymał ją za policzek.
"Leo," odezwała się Mara do mikrofonu. "Na stanowisko, na które liczyłeś dziś wieczorem? Stanowisko wiceprezesa? Dałem go komuś innemu."
"A-ale kochanie... To ja ciężko pracowałem dla firmy..."
"Ciężko pracowałeś?" Mara zaśmiała się. "Kto zapłacił za twoje studia MBA? Ja. Kto dał ci list polecający do wejścia tutaj? Ja. Kto kupił garnitur, który teraz nosisz? Ja! To wszystko pochodziło z pieniędzy twojej 'kalekiej' żony!"
Leo ukląkł. Nie z szacunku, ale ze strachu przed utratą wszystkiego.
"Mara, przepraszam! Wybacz mi! Po prostu dałam się ponieść ambicji! Kocham cię! Tylko ty!"
Leo płakał u stóp wózka Mary przed 500 gośćmi. Mężczyzna, który wcześniej się przechwalał, teraz wyglądał jak pies żebrający.