Poślubiłem 60-letnią kobietę mimo zaciekłego sprzeciwu obu rodzin — i dopiero później poznałem prawdę, która zmieniła wszystko.
Nazywam się Alejandro Mendoza. Miałam 20 lat, byłam studentką drugiego roku w Meksyku, prowadziłam zwyczajne życie, aż poznałam Verónikę Salgado — zamożną, niedawno emerytowaną restauratorkę w wieku około sześćdziesięciu lat.
Poznaliśmy się na charytatywnym wydarzeniu w Polanco. Verónica od razu się wyróżniała: srebrne włosy łapały światło, oczy bystre i znaczące, jej obecność spokojna, lecz stanowcza. Poruszała się powoli, lecz z wyraźną autorytetem. Nie mogłem oderwać wzroku.
Niedługo potem zaprosiła mnie na herbatę do swojej starej posiadłości niedaleko Valle de Bravo. Rozmawialiśmy godzinami. Mówiła o sukcesie, stracie i samotności — o posiadaniu wszystkiego oprócz rodziny. Jej szczerość została ze mną na długo. Nie zakochałem się w jej bogactwie, lecz w głębi jej spojrzenia, takiej, jaka wynika z przeżycia i przetrwania.
Trzy miesiące później, pewnego deszczowego wieczoru, powiedziałem jej, że chcę z nią żyć — pomijając różnice wieku.