W wieku ośmiu lat Élodie złożyła siostrze obietnicę: "Znajdę cię." Dziecki wyrok, wypowiedziany między dwoma szlochami na dziedzińcu sierocińca. Trzydzieści dwa lata później myślała, że zawiodła — aż pewnego dnia drobny szczegół w alejce z ciastkami w supermarkecie zmienił los. Élodie i Camille dorastały w tym samym akademiku, dzieląc wszystko: łóżka obok siebie, szeptane sekrety i przede wszystkim ten ciągły strach przed rozstaniem.
Potem przyszła kilka. Wybrali Élodie. Nie Camille.
Wyjaśniono mu, że to "szansa". Że musimy być odważni. Bycie odważnym w wieku ośmiu lat oznaczało wsiąść do samochodu i zostawić za sobą jedyną osobę, która nadawała znaczenie słowu rodzina.
Tego dnia Élodie zawiązała na nadgarstku siostry czerwono-niebieską bransoletkę, niezdarnie splecioną nicią zdobytą w warsztacie ręcznym. Miała na sobie identyczną ubrań.
"Żebyś mnie nie zapomniał."
Lata milczenia

Adoptowana w innym regionie, Élodie dorastała w przyzwoitej rodzinie, ale nie miała skłonności do przywoływania przeszłości. Wielokrotnie powtarzano mu, że sierociniec należy do "innego życia".
W wieku osiemnastu lat wróciła do niej. Akta Camille były poufne. Imię zmienione. Brak informacji.
Spróbowała ponownie. Z drugiej strony.
Życie toczyło się dalej: nauka, praca, małżeństwo, rozwód, awanse, przeprowadzki. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się stabilne. W środku trwała pustka.
Camille stała się bolesnym wspomnieniem, niemożliwym do wymazania.