Znałem Troya od dzieciństwa.
Nasze rodziny mieszkały obok siebie, więc nasze życie rozwijało się naturalnie — te same gry w ogrodzie, te same szkoły, te same znajome rytmy. Lata wtedy wydawały się niekończące się, pełne obtartych kolan, późnych zachodów słońca i pewności, że świat jest bezpieczny. Następnie odbyły się szkolne tradycyjne zabawy. Potem dorosłość przyszła tak cicho, że ledwo to zauważyliśmy.
Patrząc teraz wstecz, zdaję sobie sprawę, jak doskonałe to wszystko wydawało się — i jak perfekcja zawsze coś skrywa pod spodem.
Pobraliśmy się, gdy mieliśmy dwadzieścia lat. Wtedy nie wydawało się to pośpieszne. To było właściwe. Mieliśmy bardzo mało pieniędzy, ale się tym nie martwiliśmy. Życie wydawało się proste, jakby przyszłość miała się rozwinąć sama.