Została zatrudniona do gotowania dla 6 dzieci — ale owdowiała kowboj i ranczer nigdy nie spodziewał się takiego zakończenia

 

I zapadła cisza. Szczególny rodzaj ciszy, która zapada w miejscu, gdy śmiech zniknął tak długo, że nikt nie pamięta, jak to brzmiało.

Kierowca, posiwiały mężczyzna o imieniu Pulk, który prawie nie odezwał się podczas dwugodzinnej jazdy z miasta, zszedł i z jękiem wyciągnął jej kufer z łóżka wozu.

"To jest to, proszę pani. Mercer Ranch."

Postawił kufer na kurzu, po czym się zatrzymał, a jego postarzana twarz zmarszczyła się z czymś, co mogło być troską.

"Jesteś tego pewien? Wade Mercer nie słynie z gościnności. Stracił żonę prawie rok temu. Od tamtej pory jest ciężko."

Hattie ostrożnie wysiadła z wozu, jej praktyczna brązowa sukienka już zbierała kurz.

"Trudni mężczyźni to po prostu ci, którzy zapomnieli, jak prosić o pomoc, panie Pulk."

"Może i tak," powiedział, dotykając ronda kapelusza. "Ale sześcioro dzieci i mężczyzna, który mieszka bardziej w tej stodole niż w swoim własnym domu — to ciężki ciężar dla jednej kobiety."

"Dobrze, że jestem przyzwyczajony do noszenia ciężkich rzeczy."

Udało jej się lekko się uśmiechnąć, choć żołądek miała ściśnięty.

"Dziękuję za podwózkę."

Skinął głową, wsiadł z powrotem na wóz i zostawił ją stojącą na podwórku, które zdawało się wstrzymać oddech.

Hattie podniosła patelnię. Kufer mógł poczekać.

W połowie podwórka drzwi wejściowe się uchyliły. Wyłonił się chłopiec, może 14-letni, o ostrych rysach i podejrzliwych oczach. Jego ciemne włosy wymagały obcięcia, a kwadratowa szczęka ojca już zaczęła pojawiać się na jego młodej twarzy.

"Ty jesteś kucharzem?"

Jego głos niósł szorstkość chłopca próbującego brzmieć jak mężczyzna.

"Jestem Hattie Caldwell," odpowiedziała, "i tak, odpowiedziałam na wypowiedzenie twojego ojca."

"To nie była reklama," powiedział szybko. "Było wywieszone ogłoszenie w sklepie."

To rozróżnienie wydawało mu się ważne.