Ćwiczył, aż bolały go ramiona, aż dłonie zaczęły się kurczyć, aż mięśnie pleców i ramion paliły, aż mógł ładować i strzelać w całkowitej ciemności tylko na dotyk, odnajdując sakiewkę dotykiem, czując, jak kamień osiada na miejscu, cofając się do dokładnej pozycji 17 cali bez mierzenia, ćwiczył najważniejszą ze wszystkich umiejętności, strzelając z niewygodnych pozycji, zwisając na gałęziach drzew, jedną ręką, leżąc na plecach, patrząc w górę, klęcząc za skałami z ograniczonym ruchem, strzelając pod górę i w dół,
co wymagało innej kompensacji celności, ponieważ grawitacja wpływała na trajektorię kamienia. Ćwiczył w deszczu, we mgle, w wietrze. Dowiedział się, jak różne warunki wpływają na lot kamienia. Deszcz dodał ciężaru i spowolnił prędkość. Wiatr przesuwał kamienie na boki, co wymagało regulacji celowania. Zimno sprawiało, że skórzane taśmy stawały się sztywniejsze i mniej wytrzymałe, wymagając twardszych kijów.
Wszystko rekompensował, tworzył w głowie tabele warunków i korekt. Ćwiczył strzelanie i ruch, umiejętności walki, których ojciec nigdy go nie nauczył, bo nigdy nie wyobrażał sobie, że Isaiah będzie tego potrzebował. Strzelaj. Sprint 20 stóp. Przeładowanie. Fotografuj ponownie z nowego kąta. Znowu sprint.
Budowanie pamięci mięśniowej na sytuacje, gdy jeden strzał może nie wystarczyć lub gdy towarzysze celu będą go szukać. Obsesyjnie mierzył sobie czas. Potrafił załadować i strzelić trzy razy w 6 sekund. Potrafił strzelać, przebiec 50 stóp przez gęsty las i być całkowicie ukryty w zaroślach w mniej niż 10 sekund. Ćwiczył, aż wszystko stało się automatyczne.
Aż mógł obudzić się ze snu i strzelać celnie w kilka sekund, aż proca stała się przedłużeniem jego ciała, dodatkową kończyną reagującą na myśli bez świadomej kontroli. Isaiah spędził 13 miesięcy na przygotowaniach, od września 1850 do listopada 1851 roku. 400 dni, ponad tysiąc godzin ćwiczeń, dziesiątki tysięcy strzałów oddanych do celów.
Inni zniewoleni zauważyli, że znika w lesie nocą, ale zakładali, że łapie zwierzynę dla dodatkowego jedzenia. Nadzorca Mistrza Morrisona raz zapytał go o nocne zajęcia. Isaiah pokazał mu sześć królików, które zabił procy, i powiedział, że dostarcza mięso do ćwierćdolarówek. Nadzorca, zadowolony, że Isaiah tylko poluje na jedzenie, zostawił go w spokoju.
Nikt nie podejrzewał, że buduje się w broń. Nikt nie zauważył, że szczupły piętnastoletni chłopiec ćwiczył zabijanie ludzi z odległości 70 jardów, w każdej pogodzie, z każdej pozycji bez chybienia. W listopadzie 1851 roku Isaiah miał 15 lat, miał wzrost 5'4 i ważył 110 funtów. Dziewięć razy na dziesięć trafił w cel wielkości człowieka na 70 jardów.
Potrafił oddać trzy strzały w 6 sekund z stałą celnością. Mógł zabijać cicho z daleka, nie będąc zauważonym. Znał wzorzec każdego łapacza niewolników. Miał amunicję ukrytą w całym lesie. Miał zaplanowane drogi ucieczki dla każdego możliwego miejsca zasadzki. I był gotowy. Gotowy, by uczcić swojego ojca, Jacoba Riversa. Gotowy, by przestraszyć łapacze niewolników.
Gotowi zacząć zabijać. 3 listopada 1851. Pierwsze zabójstwo Isaiaha. Celem był łapacz niewolników o imieniu Robert Morrison, lat 42, który pracował samotnie z dwoma psami gończymi. Morrison sprawdzał system jaskiń w pobliżu Blood Mountain w każdą środę rano jak w zegarku. Isaiah obserwował go przez trzy miesiące, mierząc czas przybycia, notując trasę, wybierając najlepszą pozycję zasadzki.
Ten sam wzór co tydzień, ta sama ścieżka przez te same drzewa. Przewidywalne. 3 listopada Izajasz opuścił plantację o świcie, twierdząc, że sprawdza pętle na króliki. Dotarł do systemu jaskiń o 7 rano i ustawił się na dębie 60 stóp od ścieżki, którą miał podążać Morrison. Drzewo było stare, z grubymi gałęziami, które nie pękały pod jego ciężarem.
Liście wciąż były pełne, mimo że jesień dawała osłonę. Isaiah zajął pozycję, z procą gotową, kamień zabijania już załadowany. Czekał. Czekanie było najtrudniejsze. Nie strzelanie, tylko czekanie. 3 godziny siedzenia całkowicie nieruchomo na drzewie, podczas gdy mięśnie sztywniały, a plecy bolały. walcząc z pokusą zmiany pozycji, rozciągnięcia się, ruchu.
Trzy godziny obserwowania lasu, nasłuchiwania kroków. Trzy godziny rozmyślania o twarzy ojca, o przemocy Pattersona, o systemie, który uczynił taką przemoc normalną. O 10:15 rano pojawił się Morrison ze swoimi psami. Szedł powoli, pozwalając psom węszyć ziemię, sprawdzając ślady uciekinierów korzystających z jaskiń.
Psy były dobrze wyszkolone, ciche, skupione na pracy. Morrison nosił karabin przewieszony przez ramię i zwiniętą linę przy pasie – narzędzia swojego zawodu. Isaiah czekał, aż Morrison będzie 55 stóp dalej. Kąt boczny. Odsłonięta lewa skroń Morrisona. Nie ma wiatru. Idealna widoczność. Poranne słońce za Isaiahiem, więc Morrison nie zobaczy sylwetki, jeśli spojrzy w górę.