Miał 15 lat — zabił 29 łapaczów niewolników procy — nigdy go nie znaleźli (1851)

 

W Atlancie odbywały się konwencje łapaczów niewolników, gdzie profesjonaliści spotykali się, by omówić problem. Czy to była jedna osoba, czy kilka? Czy to była zorganizowana konspiracja, czy samotny działacz? Jak ktoś mógł zabić siedmiu ludzi, nie zostawiając żadnej wskazówki? Profesjonaliści nie mieli odpowiedzi. Mieli tylko strach. A ten strach rozprzestrzenił się po całej sieci łapaczów niewolników w całej Georgii.

Jeśli siedmiu mogłoby zginąć w hrabstwie Cherokee, ilu zginęłoby gdzie indziej? Zawód zaczął się kurczyć. Mężczyźni rzucają to. Ceny potroiły się dla tych, którzy nadal chcieli pracować. System, który opierał się na profesjonalnych łapaczach niewolników, by uczynić niewolnictwo opłacalnym, zaczynał się rozpadać, ponieważ jeden 15-letni chłopak z procą postanowił się bronić.

Ale Izajasz dostosował się do ich nowych taktyk. Większe grupy oznaczały więcej celów. To tylko oznaczało, że musi być ostrożniejszy, cierpliwy, precyzyjniejszy. Czerwiec 1852, ósme zestrzelenie Isaiasza. Tym razem celem była grupa czterech łapaczów niewolników, którzy podróżowali razem dla bezpieczeństwa. Podążali za High Tower Creek Bed w południe, gdy Isaiah uderzył z grzbietu oddalonego o 70 jardów.

Trudny strzał, większy dystans niż zwykle. Ruchomy cel, ale Isaiah ćwiczył dokładnie ten scenariusz. Zabił głównego mężczyznę pierwszym kamieniem. Strzał w skroń. Mężczyzna upadł bez dźwięku, wpadając do strumienia. Pozostała trójka natychmiast rozbiegła się, szukając osłony, a profesjonalne instynkty przejęły kontrolę.

Krzyczeli do siebie, rozglądając się dziko, próbując rozpoznać zagrożenie. Nigdy nie widzieli Isaiaha, nigdy nie spojrzeli na grzbiet. Strzelali losowo z karabinów w las, strzelając do cieni i wyimaginowanych wrogów. Isaiah czekał, niewidzialny w gęstych zaroślach 70 jardów dalej. Nie spieszył się. Mógł czekać cały dzień, jeśli zajdzie taka potrzeba. Minęło 15 minut.

Trójka ocalałych zebrała się wokół swojego martwego towarzysza, próbując zrozumieć, co się stało. Jeden z nich, mężczyzna o imieniu David Patterson, dokładnie zbadał ciało i odnalazł kamień. Wyciągnął go z czaszki, gdzie się wbił. Gładki kamień rzeczny, idealnie okrągły, pokryty krwią i tkanką mózgową. "Slingshot," powiedział, a w jego głosie było niedowierzanie.

Ktoś zabił go cholerną procą. Trzej mężczyźni spojrzeli na siebie, próbując przetrawić tę informację. Proca? To była zabawka dla dziecka. Kto mógłby zabić dorosłego mężczyznę procą z takiej odległości? Postanowili natychmiast wynieść ciało towarzysza z lasu. Dziś koniec polowań.

Ładowali zwłoki na konia, gdy Izajasz znów strzelił. Przeniósł się podczas ich zamieszania, przesuwając się o 30 jardów na nową pozycję pod lepszym kątem. Drugi kamień trafił Davida Pattersona w tył głowy. Upadł do przodu przez grzbiet konia. Pozostali dwaj mężczyźni całkowicie spanikowali.

Porzucili oba ciała. Biegli, rozbijali się przez las, nie oglądając się za siebie, pewni, że będą następni. Biegli, aż dotarli do głównej drogi, gdzie znaleźli innych podróżników i wreszcie poczuli się bezpiecznie. Zgłosili szeryfowi, że leśny duch jest prawdziwy i zabija kamieniami. Na początku nikt im nie wierzył.

Lokalna gazeta opublikowała szyderczy artykuł o łapaczach niewolników przestraszonych kamykami, sugerując, że śmierć była wyobrażona. Jednak gdy następnego dnia grupa poszukiwawcza wybrała ciała, znaleźli obu martwych z identycznymi obrażeniami. Pęknięcia czaszki od gładkich kamieni. Drwiny ustały. Strach stał się prawdziwy. Terror się rozprzestrzenił.

Lipiec–grudzień 1852. Jeszcze pięć zabójstw. Izajasz miał już 16 lat. 2 lata po rozpoczęciu kampanii. 13 łapaczów niewolników nie żyje. Hrabstwo Cherokee nie mogło znaleźć nikogo, kto byłby gotów polować na uciekinierów za żadną cenę. Zawód stał się zbyt niebezpieczny. Właściciele niewolników w hrabstwie zaczęli oferować ogromne nagrody sięgające 1000 dolarów za schwytanie tych, którzy zabijali łapacze niewolników.

Gubernator Georgii, zaniepokojony załamaniem kontroli nad niewolnikami, wysłał oddział wojskowy złożony z 20 żołnierzy, by patrolował lasy i zbudował widoczną obecność. Isaiah po prostu czekał. Nie zabijał przez 3 miesiące, gdy byli obecni żołnierze. Pracował na polach tytoniowych. Wykonał rozkazy.

Wyglądał dokładnie na to, kim powinien być – młodego zniewolonego mężczyznę, który spędzał dni pracując, a noce spając. Żołnierze patrolowali lasy, nie znaleźli niczego podejrzanego i wycofali się w październiku, ogłaszając teren bezpiecznym. Dwa dni po odejściu żołnierzy Izajasz zabił jeszcze dwóch łapaczów niewolników. Ta sama metoda, kamienie w głowę, ciche, niewidzialne, znikające zanim znaleziono ciała.